Czy jestem na diecie? Nie. Zmieniłam tylko nawyki żywieniowe!

 

Często słyszę to pytanie. Bo skoro ćwiczę, to wiadomo, że to tylko 30% sukcesu, bo pozostałe to dieta.

Ale zaczęłam ćwiczyć dla poprawienia kondycji (aby wreszcie dobiec do świateł i zdążyć przejść na tym cholernym zielonym bez zadyszki). I łapania powietrza jak ta ryba wyjęta z wody! To przede wszystkim. Później dotarło do mnie, że skoro się zebrałam i zorganizowałam to przy „nabieraniu kondycji” mogę przy okazji pozbyć się mojego brzuszyska! I naprawić i poprawić wszystko inne we mnie.

I to poniekąd mi się udaje.  Od lutego minęło już ponad pół roku. A ja wciąż chodzę i ćwiczę i coraz bardziej to uwielbiam. Gdy mam lepszy dzień zostaje na dwóch godzinach fitness, biorę większe obciążenie i robię pełne serie ćwiczeń. Gdy mam słabszy dzień to udaję, że jestem pierwszy raz, oszukuję w seriach i walczę ze sobą całą godzinę.

Przy tej rutynie, rytmie dnia, ważeniu się co poniedziałek w końcu chciałam czegoś więcej. Opanowałam większość ćwiczeń, mam już swoje „maleńkie” sukcesy, jeśli chodzi o ciało, ale chcę więcej.

Na diecie byłam raz w życiu. Tylko dlatego, że na własne oczy zobaczyłam metamorfozę koleżanki. Z czternastu dni wytrzymałam większość – bo dziesięć dni.  I zaraz potem bo za jakieś następne dziesięć dni wróciłam do punktu wyjścia.

Zawsze się kieruję logiką. I to było bardzo logiczne! I jak się okazało efekt jo-jo był też u mojej koleżanki. Dlatego ze wszystkich diet stosowanych i polecanych (Dukana, Norweska i dziesiątki innych) w żadną nie wierzę i nikt mnie do żadnej nie przekona. Bo dieta to żadne rozwiązanie! Ale jest sposób, prosty i oczywisty. I chętnie się nim podzielę.

Uwielbiam medycynę. Jestem z nią poniekąd związana. Anatomia, biologia fizjologia człowieka po prostu kocham. Anatomię (taka biblia dla medyka), która ma ponad 1500 stron, czytałam już kilka krotnie. Często do niej wracam. Ma honorowe miejsce na mojej półce. To kopalnia wiedzy. I nie chodzi mi teraz o mięśnie, że będę się chwalić ich znajomością czy coś. Chodzi mi bardziej o pokazanie, że człowiek wciąż je – bo musi.Taka nasza natura.

I rzeczywiście jesteśmy tym co jemy. I chociaż każdy z nas jest inny, to możemy się stać do siebie bardzo podobni. Zdrowi, pełni energii, chętni do życia, bez zgagi, zaparć, uczucia ciężkości po jedzeniu. Zmieniając tylko kilka nawyków. Nie będę tu pisała, żeby czegoś nie jeść, nie pić, albo jeść tylko to czy to. Odwrotnie.  Jedzenie jest i będzie naszą przyjemnością.  I na pewno nie będę pisała i narzucała żadnych przepisów i potraw – bo się na tym nie znam. Chociaż ułatwiają życie takie gotowce, to mnie nie o to chodzi.

Chciałabym pokazać, że ogrom jedzenia, który mamy do dyspozycji, urozmaicenia tak łatwo dostępne, sprawiają, że wyglądamy tak a nie inaczej. I mówię tu przede wszystkim o sobie. Mój brzuch, boczki wcześniej jeszcze uda. To miejsca gdzie tłuszczyk się odkłada. I mnie przez to oszpeca. Przez jedzenie gromadzimy go a ćwiczeniami zbijamy. Ale wszyscy wiedzą doskonale, że trudniej się zbija (bo lepiej jest zapobiegać niż leczyć).

Prosty przykład. Osoba szczupła bez trudu i w bardzo szybki sposób zbuduje mięśnie. Momentalnie jest efekt. Wystarczy je pobudzić. Osoba grubsza najpierw musi zrzucić tłuszczyk a potem /  i/ lub / jednocześnie budować sylwetkę. Bo efekt wizualny będzie słabo widoczny.  Niestety tak to wygląda. Aby coś wyrzeźbić najpierw trzeba spalić.

Stworzę nową kategorię, i na pewno nie nazwie jej dietą. Chce podzielić się i przede wszystkim – w końcu spisać to co wiem, aby było w jednym miejscu. Jak nazwać taką kategorię…. zdrowie..żywienie… żarło… nie wiem.. coś wymyślę…

Aha, zdjęcie, które dodałam jest stare. Tak było. Dzisiaj już niestety tak bym nie zjadła (podobnie ale troszkę inaczej). Niestety – bo łakomstwo jeszcze przeze mnie przemawia, ale teraz gdybym zjadła to ból brzucha gwarantowany. I skoro wiem, że będę po tym cierpiała, to dzisiaj już się nie skuszę i potrafię powiedzieć nie. Tyle razy się kusiłam i cierpiałam, aż zapamiętałam. Bo organizm to istota żywa i do dobrego szybko się przyzwyczaja.

Powodzenia!

26 comments on “Czy jestem na diecie? Nie. Zmieniłam tylko nawyki żywieniowe!
  1. Słowo dieta to właśnie są nawyki żywieniowe, ale 99% z nas, gdy słyszy dieta, to myśli o jedzeniu bez smaku i byciu głodnym. A tak nie jest! Można jeść zdrowo, a przy tym smacznie. Nawet będąc na diecie (cokolwiek to dla Was znaczy) można nie móc się doczekać następnego posiłku :)

  2. Ahhh… Ta dieta ciężki temat. Nigdy nie stosowalam diety bo sie nie znam, jedynie ograniczyłam sól, a słodyczy nieprzepadam. Bardzo lubie biegać i ćwiczyć w domu. Tak jak wspomnialas to niestety 30% sukcesu. Może kiedyś pójdę do dietetyka :))

    • Wszystko powoli i małymi kroczkami. Stopniowo wprowadzaj dobre zamienniki, a nawet nie zauważysz, kiedy i jak łatwo zgubisz ewentualne (zbędne) centymetry. Pozdrawiam.

  3. Nie mogę się doczekać tej nowej zakładki! A jeśli chodzi o Twoje „kompleksy” jeśli można to tak nazwać, ja powinnam być bardziej w takim razie zakompleksiona :-D boczki, brzuch, uda i tyłek… tak wiele we mnie jest do poprawy. Ale, kocham zjeść DOBRZE :-D jak moja rodzina skończy się powiększać, to może nad tym popracuję :-p

    • Każdy z nas ma jakieś kompleksy. na mnie jak spojrzysz to nie musisz się domyślać z czym walczę, ale jak ja patrzę na Ciebie, to wysuwa mi się tylko jeden wniosek – masz w domu lustra powiększające! Mówię Ci – wyrzuć je!

  4. utrata wagi to moja największa życiowa porażka, bo wszystko jestem w stanie osiągnąć poza tym. i choć wszystko świetnie znam w teorii to w praktyce się w ogóle nic u mnie nie sprawdza. Hattie McDaniel to pierwsza czarnoskóra zdobywczyni Oscara, grała w Przeminęło z wiatrem Mammy, Oprah Winfrey prowadzi najpopularniejsze w USA show, Magda Gessler – kolejny przykład, Ewa Farna nie przejmuje się tym, że przytyła. Nie muszę wyglądać idealnie, by odnosić sukcesy i cieszyć się z życia.

    • Najważniejsze to się akceptować. Mnie zawsze ograniczał wygląd. Zawsze miałam kompleksy. Dzisiaj też je mam. Ale w końcu znalazłam coś – co sprawia mi przyjemność. Dzisiaj już nie ćwiczę bo muszę – tylko ćwiczę bo chcę. Tak samo jest z „dietą” – staram się jeść zdrowo – bo lepiej się później czuję. A Ciebie uwielbiam i wielbić będę bez względu na to jak wyglądasz! Lubię Cię taką „mięciutką”! I już!

  5. Ja wczoraj zaczęłam ćwiczyć :D A że nie ruszałam się od łoo kilku lat, to muszę zacząć powoli, małymi kroczkami co by się nie przemęczyć kilkoma przysiadami. Ale mam też swoje sukcesy. Na 4 piętro wchodzę bez dyszenia jak pies :D

  6. ja również nie wierzę w diety cud, kilkukrotnie a nawet kilkunastokrotnie przejechałam się na nich niemiłosiernie – w rezultacie jojo, rozregulowany metabolizm i wiele innych… dziś podchodzę to diety zupełnie inaczej, zdrowiej – taką mam nadzieję! a wszystko dzięki Tobie:) to Ty zaraziłaś mnie siłownią a nawet mnie na nią wyciągnęłaś- WIELKIE DZIĘKI!! to kiedy się widzimy na siłowni?? buźka!

    • Bardzo się cieszę! Chcę tak zarażać! To uzależnia. Raz się pójdzie i się nie da o tym zapomnieć. I to uczucie jak wychodzisz…
      Do zobaczenia! W sobotę na Tabacie?

  7. Na konkretnej diecie nigdy nie byłam , za to zmieniłam swoje nawyki żywieniowe na około miesiąc by powrócić do swojej poprzedniej wagi . W 3 miesiace przebywając w Irlandii przytyłam 7 kg , odżywiałam się jak większość irlandczyków i taki oto efekt miałam … + brak czasu na przygotowanie normalnego obiadu , poza tym niskie ceny fast foodów i słodyczy zachęcają jeszcze bardziej do ich konsumpcji . Miesiąc na polskich warzywkach i owocach bardzo zaplusował :)
    Tobie gratuluję wytrwałości bo to z nią walczymy przez pierwsze tygodnie ćwiczeń :)

    • Dokładnie o to chodzi – o wytrwałość. Nie jest łatwe, chociaż dzisiaj zdrowe jedzenie i gotowe proste, szybkie dania są promowane wszędzie. Raz czy drugi spróbowałam i tak mi zostało, tylko dlatego, że dobrze się czuję. Nie jestem ciężka, śpiąca i bez życia. Wręcz odwrotnie, jestem pełna życia i radosna. Trzymam kciuki!

  8. Coraz czesciej mysle o pojsciu na silownie ;). Bardzo podobaja mi sie szczuple, wysportowane osoby. I przysiegam, ze jezeli tylko znajde opieke dla malej – zrobie to! Co do diety to u mnie roznie :p glownie na szybko a i tak trawie chyba wiecej niz zjadam ;)

    • Wyglądasz świetnie. Ale siłownia to nie miejsce tylko dla grubasków. Przychodzą tam wszyscy, którzy chcą poprawić swój wygląd i nabrać kondycji. Mówię Ci, raz spróbujesz i Cię to wciągnie. Czekam więc na ten dzień, i liczę że się tym pochwalisz. Pozdrawiam.

  9. dokładnie tak jest, że gdy slyszymy słowo dieta, to jest strach, że będziemy jeść trawę i popijać woda. A wystarczy mądrze kupować produkty, zdrowe, bez zbędnych dodatków. Ja niby szczupła, ale bardzo drazni mnie kondycja skóry po porodzie. Już zabierałam się za ćwiczenia kilka razy, no ale wiadomo jak to wyszło…

  10. Łakomczuch to moje drugie imię, dlatego nie jestem w stanie podjąć się żadnej diety. Po prostu jem regularnie, różnorodnie i nie zbyt duże ilości. Z ćwiczeniami już jest łatwiej, mam swoje wybrane ćwiczenia na określone partie ciała, wraz z upływem czasu zwiększam ich intensywność jednak dobija mnie brak większych efektów.

    • Najważniejsze – nie poddawaj się. I zmieniaj ćwiczenia. Bo ciało się przyzwyczaja i uodparnia… Zrób sobie badania na najważniejsze hormony. tak żebyś wiedziała, że jest ok. Bo najważniejsze masz opanowane – regularne posiłki, trzymam kciuki.

Odpowiedz na „~aniaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Facebook